Wydma Łącka


Muszę przyznać, że do niedawna … kompletnie nie znałem Polski. Jako nastolatek, wakacje spędzałem głównie w Szwecji (siostra mojej mamy tam wyjechała), a gdy zacząłem pracować, zafascynowała mnie południowa Europa – co właściwie trwa do dziś 😛 Dopiero w ciągu ostatnich dwóch lat poważniej podszedłem do tematu i postanowiłem zwiedzić trochę Polski autem. Widziałem Trójmiasto, Warszawę, Wrocław, Kraków, Kaszuby, góry.

Najwięcej satysfakcji daje mi jednak odkrywanie mniej znanych lokalizacji (o ile można tak mówić o miejscach znajdujących się na liście światowego dziedzictwa Unesco, np. Kościół Pokoju w Świdnicy 😉 ). Jedną z nich jest Wydma Łącka położona w woj. pomorskim (Słowiński Park Narodowy), nad Bałtykiem. Hmm to chyba jedno z najbardziej egzotycznych miejsc w całej Polsce 🙂 Widoki nie z tego świata – „prawie pustynia”, na horyzoncie morze, a obok ściana lasu „konsumowana” przez wydmę wyższą niż czubki drzew. (więcej…)

Saint Paul de Vence – inne Lazurowe Wybrzeże

Jadąc na Lazurowe Wybrzeże chciałem zobaczyć wszystko to z czym owo wybrzeże mi się kojarzyło – wspaniałym kolorem wody, deptakami, portami, plażami. Pełnym relaksem w słońcu 🙂 Wszystko to tam jest, zarówno w samej stolicy – Nicea, jak i pobliskich kurortach, miastach (oddalonych niespełna 20-30 km od Nicei) typu Monako, Cannes, Antibes, czy troszkę dalsze Saint Tropez. Istnieje szansa, że po tygodniu, dwóch, widok plaż troszkę spowszednieje i całe wybrzeże zacznie wyglądać … podobnie. Co wtedy robić ? Ja podczas mojej podróży, przypadkiem dowiedziałem się, że wystarczy pojechać 30 kilometrów na północny-zachód, aby zakosztować zupełnie innego klimatu, innej przyrody w regionie: Prowansja Alpy – Lazurowe Wybrzeże. (więcej…)

Pamiątki z podróży – 5 pomysłów

Magnesy na lodówkę ? Ołóweczki, kubeczki, podróbki Rolexów (padające po jednym miesiącu :P) albo inne kiczowate pamiątki ? Tak, zdarzało mi się – jakoś same wpadały do plecaka 😉 Zresztą, na lodówce dalej wisi miniaturowa tablica rejestracyjna z Księstwa Monako, jest też jaszczurka z Park Guell w Barcelonie, a w szufladzie leży niewygodny otwieracz do piwa, z Kopenhagi 😀

(więcej…)

Londyńska delegacja

W Londynie byłem, póki co, zaledwie raz i kojarzy mi się on z … permanentnym brakiem snu 😉 Zaczęło się w sumie niewinnie. Typowy, 8-godzinny poniedziałek w pracy upłynął pod znakiem informacji, że „chyba jednak jedziemy do Londynu” (wiedzieliśmy to od kilku dni 😉 ). Jedziemy, tzn. Ja + dwóch kolegów. Pod koniec dnia pracy, w końcu dostaliśmy zielone światło i okazało się, że „jedziemy jutro”. Szybkie drukowanie biletów, wymiana gotówki, kupno przejściówek do gniazdek UK, pakowanie. Niby niewiele, ale gdy skończyłem to była … 23:00. Położyłem się spać – całe 30 minut xD (więcej…)

Tramwaje z Nicei

Chyba już na zawsze, tramwaje z Nicei będą mi się kojarzyć z pewną zabawną sytuacją, którą miałem pierwszego dnia podróży.

Właściwie to od samego początku było śmiesznie. Plan do wykonania – bardzo prosty: 1500 kilometrów. Najpierw 2,5-godzinna podróż busem na lotnisko do Berlina (taka ironia losu, że mieszkając w Polsce, najwygodniej jest mi dojechać na berlińskie lotnisko 😉 ), potem lot bez przesiadek – kolejne 2,5 godziny. Razem z niezbędnymi czynnościami na lotnisku daje to około 7-8 godzin podróży. (więcej…)

Czynnik losowy zwany przypadkiem

Nie jestem typem osoby mającej perfekcyjny plan, ALE 😉 no raczej nie zdarza mi się jechać w podróż kompletnie nieprzygotowanym. W pewnym stopniu wynika to z ograniczeń czasowych – mam zwyczajną pracą (mam nadzieję, że już niedługo), 26 dni urlopu w roku – czasem dokonuję cudów, aby mieć ich jak najwięcej, ALE pewnych rzeczy się nie przeskoczy. Więc, jeśli już jestem w podróży no to nie lubię marnować czasu na zastanawianie się pt. „co by tu zrobić”. Przeważnie, mam dokładnie rozpisane pierwsze 2-3 dni (w danym miejscu) + jakiś ogólny plan tego co chcę zobaczyć, który się klaruje „w trakcie”. To oznacza, że jestem otwarty na to, aby pewną rolę w moich podróżach odgrywał przypadek. Im dłuższa podróż tym większe … yolo 😉 (więcej…)

Berlin Classic Remise – zabytkowe auta

Jest takie miejsce w Berlinie, mieszczące się w dawnej zajezdni tramwajowej, do którego staram się jeździć jak najczęściej. To chyba wina … mojego ojca, dla którego samochody zawsze były oczkiem w głowie. Potrafił złożyć całe auto, kompletnie od zera, od gołej karoserii, a ja jako dzieciak to wszystko oglądałem ;p Inna sprawa, że wiedzy nie przyswoiłem zbyt wiele 😉 W ogóle, w moim domu rodzinnym, mama nigdy nie miała lekko – przy stole trzech „facetów” i prawie zawsze rozmowa schodziła na auta – najpierw zabawkowe, potem prawdziwe 😛

Co to za miejsce ? To Berlin Classic Remise – prawdziwe centrum aut zabytkowych. Właściwie to już będąc w pobliżu, na ulicy Wiebestraße, dostajemy przedsmak emocji – nagle na ulicach / chodnikach zaczynamy mijać zabytkowe Citroeny, Volvo itp. W środku jest dosłownie wszystko. Są warsztaty samochodowe – podzielone tematycznie. We włoskiej sekcji stoją jakieś tam Maserati czy inne Ferrari, w sekcji amerykańskiej są stare Fordy Mustangi, a w angielskiej Bentleye, Jaguary, albo jeszcze coś innego. Są sklepy motoryzacyjne, a także … zabytkowe samochody na sprzedaż. (więcej…)

Park Narodowy Doñana – wydmy, piaski, 4×4

Wyprawa do Parku Narodowego Doñana była jedną z bardziej emocjonujących, w dużej mierze dlatego, że sam dojazd nie jest najłatwiejszy. Właściwie to coraz częściej mam wrażenie, że im gorzej, im więcej przeciwności losu, tym większa satysfakcja na końcu 🙂 Przed wyjazdem padało przez okrągłe dwa dni – non stop. Zaczynałem mieć wątpliwości, czy wyjazd organizowany przez biuro Naturanda, w ogóle dojdzie do skutku. No ale, koniec końców, na dzielnicę Macarena w Sevilli, wcześnie rano podjechał Range Rover 4×4, do którego wsiadłem. Przewodnik – kierowca, ja i jakiś fan ptactwa, z aparatem – lunetą tak wielką, że można nią chyba było dostrzec ufo na Marsie 😉 (więcej…)

Free Walking Tours – warto czy nie warto ?

W praktycznie każdym większym mieście, można natrafić na tzw. Free Walking Tours, czyli spacery z przewodnikiem, w większym, bądź mniejszym gronie. Do tej pory, zaliczyłem kilka takich wycieczek, głównie w Hiszpanii – Malaga, Sevilla, Madryt, Barcelona. Jak to w praktyce wszystko wygląda ? Pojawiamy się o określonej godzinie, w ustalonym miejscu, przeważnie w pobliżu jakiejś znanej, turystycznej atrakcji, czekamy kilka minut aż zbiorą się ludzie i … zaczynamy spacer. Z reguły trwa on 1,5 – 2,5 godziny, a na końcu takiej wycieczki przewodnik zbiera napiwki. (więcej…)

Wyspa Muzeów w Berlinie

Wyspę Muzeów (Museumsinsel) odwiedziłem, gdy w Berlinie byłem już dobre 20 razy i … żałuję, że zrobiłem to tak późno. Muszę przyznać, że z Berlinem zawsze miałem problem. Pod względem typowo turystycznym, takie główne atrakcje „przewodnikowe” must-see (Reichstag itd.) kompletnie do mnie nie trafiają – trudno tu znaleźć jakieś odjechane budynki na poziomie, bo ja wiem, La Sagrada Familia. Z drugiej strony, doceniam to, że jest to miasto świetne dla ludzi, dobrze się tu żyje, jest pełno imprez czy różnorodnego jedzenia. Być może powód mojego „problemu” jest inny – przeważnie szukam czegoś co jest przeciwieństwem tego co widuję na co dzień, a architektura berlińska jest stosunkowo podobna do mojego rodzinnego Szczecina. (więcej…)

Madryt – Templo de Debod

Mój pierwszy dzień w Madrycie i od razu miejsce, które autentycznie mi się spodobało. Przede wszystkim jest tam piękny widok na cały Madryt, a samo miejsce warto odwiedzić wieczorem, gdy zachodzi słońce, lub jeszcze później – przy błękitnej godzinie. Oczywiście, nie będziemy wtedy jedynymi fotografami, ale starcza miejsca dla każdego 🙂

Oprócz samej świątyni Debod, widocznej na fotografii, klimat budują … ludzie. Leżą na trawce, pod drzewami, palmami, rozmawiają, ktoś gra na gitarze (nie żul 😉 ), piją, palą, całują się, żyją 🙂 Właśnie tak wyobrażam sobie Hiszpanię 😉 (więcej…)

Blog fotograficzno-podróżniczy – Start

„Nieruchoma fotografia to chwila obdarzona przywilejem trwałości” – Susan Sontag

Trudno jednym zdaniem podsumować ideę, która mi przyświecała przy zakładaniu tego bloga, ale powyższy cytat jest całkiem trafny. Podróże to dla mnie momenty, chwile uwiecznione na zdjęciu. Według Susan Sontag, „Za pośrednictwem fotografii świat staje się serią niepowiązanych ze sobą luźnych cząstek” i w takiej formie chciałbym prowadzić tego bloga.

Jeden wpis = konkretny moment, chwila niezwiązana z innymi, stosownie opisana 😉 i uwieczniona na zdjęciu. To samo zdjęcie zrobione dzień później, albo o innej porze dnia może opowiadać zupełnie inną historię. (więcej…)