Czynnik losowy zwany przypadkiem


Francja | Lazurowe Wybrzeże | 2014 Czerwiec

Nie jestem typem osoby mającej perfekcyjny plan, ALE 😉 no raczej nie zdarza mi się jechać w podróż kompletnie nieprzygotowanym. W pewnym stopniu wynika to z ograniczeń czasowych – mam zwyczajną pracą (mam nadzieję, że już niedługo), 26 dni urlopu w roku – czasem dokonuję cudów, aby mieć ich jak najwięcej, ALE pewnych rzeczy się nie przeskoczy. Więc, jeśli już jestem w podróży no to nie lubię marnować czasu na zastanawianie się pt. „co by tu zrobić”. Przeważnie, mam dokładnie rozpisane pierwsze 2-3 dni (w danym miejscu) + jakiś ogólny plan tego co chcę zobaczyć, który się klaruje „w trakcie”. To oznacza, że jestem otwarty na to, aby pewną rolę w moich podróżach odgrywał przypadek. Im dłuższa podróż tym większe … yolo 😉

Wracając do Nicei z pobliskiej Villa Kerylos (bardzo wierna kopia luksusowej, greckiej posiadłości sprzed 2 tys lat) … nie mogłem znaleźć przystanku autobusowego. W Polsce, przystanek dla autobusu jadącego w przeciwną stronę jest z reguły po … przeciwnej stronie ulicy. Tutaj nie 🙂 Ja w podróży nie lubię się zbytnio zamartwiać (chyba, że mam do czynienia z jakimś realnym zagrożeniem) więc stwierdziłem, że 7-8 km mogę zrobić pieszo. Upewniłem się tylko, że idę w dobrym kierunku i … zacząłem. To była najlepsza decyzja całej mojej podróży. W pewnym momencie, idąc drogą, moim oczom ukazała się cała, wspaniała panorama Lazurowego Wybrzeża. Po prawej stronie góry i „rosnące” na nich domki, a po lewej stronie, roślinność, fioletowe kwiaty, jachty i morze o niesamowitym, lazurowym kolorze. Zdjęcie nijak nie oddaje tego piękna, zwłaszcza, że wtedy byłem jeszcze bardzo kiepskim fotografem 😉

Tak więc, jeśli ktoś będzie na Lazurowym Wybrzeżu, w Nicei (dobra baza wypadowa), to z całego serca polecam zwykły spacer drogą w stronę Księstwa Monako. Na pewno można zrobić znacznie lepsze zdjęcie niż moje 🙂