Tramwaje z Nicei


Francja | Lazurowe Wybrzeże | Nicea | 2014 Czerwiec - tramwaj

Chyba już na zawsze, tramwaje z Nicei będą mi się kojarzyć z pewną zabawną sytuacją, którą miałem pierwszego dnia podróży.

Właściwie to od samego początku było śmiesznie. Plan do wykonania – bardzo prosty: 1500 kilometrów. Najpierw 2,5-godzinna podróż busem na lotnisko do Berlina (taka ironia losu, że mieszkając w Polsce, najwygodniej jest mi dojechać na berlińskie lotnisko 😉 ), potem lot bez przesiadek – kolejne 2,5 godziny. Razem z niezbędnymi czynnościami na lotnisku daje to około 7-8 godzin podróży.

_Ksiądz i playboy

W busie poznałem … księdza, który tylko na chwilę wpadł do Polski, a tak poza tym to mieszkał w okolicach Florencji, gdzieś w górach. Całą podróż przegadaliśmy o … podróżach – okazało się, że mój rozmówca „troszkę” świata widział 🙂 W samolocie EasyJet – Airbus A320 – wszystko jak zwykle. Pomarańczowe barwy i różni ludzie siedzący obok. Mój „losowy kompan podróży” chyba nie lubił latać bo jeszcze przed samym startem wypił 1-2 piersiówki 😉 Potem się rozłożył i … wyciągnął magazyn Playboy z modelkami udekorowanymi body-painting (lada dzień miały się rozpocząć Mistrzostwa Świata w piłce nożnej 2014 😉 ). Tak minęła mi podróż samolotem – po jednej stronie modelki, po drugiej widok z okna miejsca 12A 🙂

_Ktoś mnie podrywa

Port lotniczy Lazurowe Wybrzeże – Nicea znajduje się 7 kilometrów od ścisłego centrum, do którego w łatwy sposób można dostać się autobusami linii 99 / 98 (6 EUR) lub miejskim 23 (1,5 EUR). Tak, Nicea to była moja baza wypadowa, punkt centralny, z którego miałem poznawać Lazurowe Wybrzeże. Sama Nicea to spore miasto typu Poznań, Szczecin, liczące kilkaset tysięcy mieszkańców. Jest port, jest promenada, plaża, morze, ścisłe centrum, muzea, a w okolicy kilka fajnych miast i miasteczek.

W samym centrum Nicei znalazłem się po 7-8 godzinach podróży busem, samolotem, znowu busem. Byłem troszkę przed czasem, więc stwierdziłem, że nie będę nękać mojego hosta Airbnb telefonami, tylko sobie chwilę pospaceruję po mieście. Mieście, którego kompletnie nie znam. Języka, którego kompletnie nie znam. Dodatkowo, jestem już trochę zmęczony (bagaże, bagaże …), nie do końca pewny tego jak będzie wyglądał mój wynajmowany pokój, i czy w ogóle będzie, bo przecież 2-3 pozytywy na AirBnb (od znajomych w stylu: „spoko koleś” 😉 ) nie są gwarancją niczego. I nagle przyjeżdża tramwaj … Dwie dziewczyny rozmawiają ze sobą, w pewnym momencie jedna szturcha drugą i mową ciała pokazuje na mnie – coś w stylu: „ej, patrz jaki koleś”. Akurat jakoś tak obserwowałem całą tą sytuację i w chwili gdy dziewczyna zdała sobie sprawę z tego, że od samego początku ją obserwuję i widzę jak mnie … obczaja 😉 to zaczęła się mocno śmiać. Cóż, pomachaliśmy sobie, a tramwaj pojechał dalej… 😉 Mała rzecz, a ile frajdy 🙂

Potem, na klatce schodowej minął mnie koleś – dwa metry wzrostu, wygląd gladiatora z … Senegalu 😉 Powiedział grzecznie: Bonjour. Odpowiedziałem tym samym. Tak zaczęło się moje zwiedzanie Lazurowego Wybrzeża 🙂

Ps. W Nicei z tramwajami jest bardzo prosta sprawa bo jest … jedna linia tramwajowa 😉