Londyńska delegacja


W Londynie byłem, póki co, zaledwie raz i kojarzy mi się on z … permanentnym brakiem snu 😉 Zaczęło się w sumie niewinnie. Typowy, 8-godzinny poniedziałek w pracy upłynął pod znakiem informacji, że „chyba jednak jedziemy do Londynu” (wiedzieliśmy to od kilku dni 😉 ). Jedziemy, tzn. Ja + dwóch kolegów. Pod koniec dnia pracy, w końcu dostaliśmy zielone światło i okazało się, że „jedziemy jutro”. Szybkie drukowanie biletów, wymiana gotówki, kupno przejściówek do gniazdek UK, pakowanie. Niby niewiele, ale gdy skończyłem to była … 23:00. Położyłem się spać – całe 30 minut xD (więcej…)