Londyńska delegacja


W Londynie byłem, póki co, zaledwie raz i kojarzy mi się on z … permanentnym brakiem snu 😉 Zaczęło się w sumie niewinnie. Typowy, 8-godzinny poniedziałek w pracy upłynął pod znakiem informacji, że „chyba jednak jedziemy do Londynu” (wiedzieliśmy to od kilku dni 😉 ). Jedziemy, tzn. Ja + dwóch kolegów. Pod koniec dnia pracy, w końcu dostaliśmy zielone światło i okazało się, że „jedziemy jutro”. Szybkie drukowanie biletów, wymiana gotówki, kupno przejściówek do gniazdek UK, pakowanie. Niby niewiele, ale gdy skończyłem to była … 23:00. Położyłem się spać – całe 30 minut xD (więcej…)

Tramwaje z Nicei


Chyba już na zawsze, tramwaje z Nicei będą mi się kojarzyć z pewną zabawną sytuacją, którą miałem pierwszego dnia podróży.

Właściwie to od samego początku było śmiesznie. Plan do wykonania – bardzo prosty: 1500 kilometrów. Najpierw 2,5-godzinna podróż busem na lotnisko do Berlina (taka ironia losu, że mieszkając w Polsce, najwygodniej jest mi dojechać na berlińskie lotnisko 😉 ), potem lot bez przesiadek – kolejne 2,5 godziny. Razem z niezbędnymi czynnościami na lotnisku daje to około 7-8 godzin podróży. (więcej…)

Czynnik losowy zwany przypadkiem


Nie jestem typem osoby mającej perfekcyjny plan, ALE 😉 no raczej nie zdarza mi się jechać w podróż kompletnie nieprzygotowanym. W pewnym stopniu wynika to z ograniczeń czasowych – mam zwyczajną pracą (mam nadzieję, że już niedługo), 26 dni urlopu w roku – czasem dokonuję cudów, aby mieć ich jak najwięcej, ALE pewnych rzeczy się nie przeskoczy. Więc, jeśli już jestem w podróży no to nie lubię marnować czasu na zastanawianie się pt. „co by tu zrobić”. Przeważnie, mam dokładnie rozpisane pierwsze 2-3 dni (w danym miejscu) + jakiś ogólny plan tego co chcę zobaczyć, który się klaruje „w trakcie”. To oznacza, że jestem otwarty na to, aby pewną rolę w moich podróżach odgrywał przypadek. Im dłuższa podróż tym większe … yolo 😉 (więcej…)

Park Narodowy Doñana – wydmy, piaski, 4×4


Wyprawa do Parku Narodowego Doñana była jedną z bardziej emocjonujących, w dużej mierze dlatego, że sam dojazd nie jest najłatwiejszy. Właściwie to coraz częściej mam wrażenie, że im gorzej, im więcej przeciwności losu, tym większa satysfakcja na końcu 🙂 Przed wyjazdem padało przez okrągłe dwa dni – non stop. Zaczynałem mieć wątpliwości, czy wyjazd organizowany przez biuro Naturanda, w ogóle dojdzie do skutku. No ale, koniec końców, na dzielnicę Macarena w Sevilli, wcześnie rano podjechał Range Rover 4×4, do którego wsiadłem. Przewodnik – kierowca, ja i jakiś fan ptactwa, z aparatem – lunetą tak wielką, że można nią chyba było dostrzec ufo na Marsie 😉 (więcej…)